Kolonia 2026 – czyli „Po co mi to było?”… i kiedy jedziemy znowu?
18 lipca ruszyliśmy na długo wyczekiwaną kolonię do ośrodka wypoczynkowego w Żelistrzewie. Dzieci pełne energii, rodzice pełni nadziei na dwanaście dni odpoczynku, a Ksiądz Marek wraz z resztą kadry… zapewne jeszcze wtedy nie do końca wiedzieli, na co się zgodzili.
Już przed wyjazdem trwała wielka operacja „Walizka”. Selekcja, upychanie, ponowne upychanie i próby dopięcia zamka. Wśród rzeczy absolutnie niezbędnych znalazły się oczywiście pistolety na wodę. Ksiądz potwierdził oficjalnie: OBOWIĄZKOWO!
I tak rozpoczęła się kolonia, którą jeden z rodziców bardzo trafnie podsumował hasłem:
„Po co mi to było… czas start!”
Na miejscu szybko okazało się, że czasu na nudę nie będzie. Program był naprawdę imponujący — plaża, konie, quady, strzelnica, survival, rejs statkiem, gry, zabawy i oczywiście dyskoteka.
Ale ta kolonia to nie tylko szaleństwo i dobra zabawa. W programie znalazło się również miejsce na poznawanie historii i naukę — oczywiście w zdecydowanie ciekawszej formie niż siedzenie w szkolnej ławce.
Jednym z ważnych punktów programu była wycieczka na Westerplatte — miejsce szczególne dla historii naszego kraju. Była to okazja, by zobaczyć na własne oczy miejsce, o którym młodzi ludzie uczą się na lekcjach historii, i choć na chwilę zamienić wakacyjny klimat na spotkanie z ważną częścią naszej przeszłości.
Uczestnicy odwiedzili również Centrum Nauki Experyment w Gdyni, gdzie można było dotykać, sprawdzać, doświadczać, eksperymentować i samemu przekonać się, jak działają różne zjawiska. Nauka zdecydowanie przestała tam przypominać szkolną lekcję, a stała się kolejną kolonijną przygodą.
Jak widać, jednego dnia można było poznawać historię na Westerplatte, innego eksperymentować w centrum nauki, a jeszcze innego sprawdzać swoje możliwości podczas survivalu czy na strzelnicy.
Nuda zdecydowanie nie znalazła się w programie.
A skoro o programie mowa… była oczywiście również dyskoteka.
Ta przyniosła pierwsze istotne wnioski wychowawcze. Do końca imprezy wytrwało 11 dziewczyn, dlatego Ksiądz Marek wystosował do rodziców chłopców oficjalny apel:
od września obowiązkowe zajęcia taneczne!
Nie z powodu braku umiejętności — raczej w celu wyzwolenia chęci.
Nie obyło się też bez lekkiego oporu młodzieży przed niektórymi punktami programu. I właśnie wtedy poznaliśmy najważniejszą zasadę ustrojową obowiązującą podczas kolonii:
„Na kolonii nie panuje demokracja, tylko monarchia, a król jest tylko jeden.”
Król Marek zarządzał więc dalej.
Była nawet „Randka w ciemno”, po której pojawiło się podejrzenie, że niektórzy uczestnicy mogą wrócić do domu nie tylko z pamiątkami, ale również z małą iskierką w sercu.
Nagrody też były niczego sobie: romantyczne kolacje, przejazd limuzyną i samochodem terenowym. Jak widać, kolonia parafialna potrafi zaskoczyć.
Był również survival — i, jak zameldował Ksiądz, wszyscy uczestnicy przeżyli. Według oficjalnego komunikatu gorzej miało pójść jedynie kilku dzikom.
Był też Dzień Jaskiniowca, podczas którego przy obiedzie zabrakło sztućców. Co ciekawe, część uczestników poradziła sobie podejrzanie dobrze, jakby wcześniej trenowała tę konkurencję w domu.
Nie zabrakło również kolonijnego centrum finansowo-handlowego, czyli… Biedronki.
Pod koniec turnusu dzieci ruszyły tam z takim rozmachem, że pojawiło się uzasadnione podejrzenie wykupienia całego dostępnego asortymentu. Wcześniej należało jednak zdobyć odpowiednie środki, więc do akcji wkroczyły worki z butelkami kaucyjnymi.
Ekonomia, przedsiębiorczość i gospodarność — edukacja w praktyce!
A rodzice?
Początkowo pytali, czy dzieci śpią.
Potem czekali na zdjęcia.
Następnie typowali wyniki meczów.
A po kilku dniach… zaczęli domagać się kolonii dla dorosłych.
Padł nawet oficjalny postulat zorganizowania „turnusu dla trochę starszej młodzieży” — z ogniskiem, tańcami, śpiewami i oczywiście tą samą kadrą.
Kiedy Ksiądz Marek zauważył, że trzeba byłoby jeszcze znaleźć kogoś do opieki nad dziećmi, rodzice szybko znaleźli rozwiązanie:
„My już dzieci ogarniemy… kadra musi być z nami!”
Po dwunastu dniach pełnych atrakcji nadszedł jednak moment powrotu. Rodzice szykowali się na spotkanie ze swoimi pociechami, a w domach do pracy mobilizowano najważniejszy sprzęt powitalny.
„Pralka już w gotowości!”
I chyba właśnie to zdanie najlepiej symbolizuje zakończenie kolonii.
Pozostały pełne walizki — nie zawsze własnych rzeczy — setki zdjęć, nowe przyjaźnie, mnóstwo historii i przede wszystkim wspomnienia, których nie da się spakować do żadnego bagażu.
Najlepszą recenzję wystawili jednak sami uczestnicy. Jeszcze przed zakończeniem wyjazdu pojawiły się pytania:
„Można już zapisać dziecko na przyszły rok?”
I chyba więcej dodawać nie trzeba.
Ogromne podziękowania dla Księdza Marka oraz całej kadry za energię, cierpliwość, opiekę, poczucie humoru i przede wszystkim za stworzenie dzieciom wakacji pełnych przygód, radości, nowych doświadczeń i wspomnień.
Za każdy uśmiech, każdą wycieczkę, każdą przygodę, każde zdjęcie przesłane stęsknionym rodzicom i za to, że przez dwanaście dni w Żelistrzewie działo się naprawdę dużo — dziękujemy!
A Księdzu Markowi i całej kadrze życzymy teraz przede wszystkim… zasłużonego odpoczynku.
Najlepiej zanim rodzice przypomną sobie o obiecanej kolonii dla dorosłych.
Do zobaczenia za rok!
Rodzic













